środa, 19 listopada 2014

Rozdział 7






**Louis**

Siedziałem na parapecie i wpatrywałem się w spadające płatki śniegu które stopniowo pokrywały chodniki, tworząc na nich biały puch. Na ulicy błyszczała cienka warstwa lodu a na domach pojawiły się świąteczne ozdoby. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok od razu zatrzymał się na śpiącej sylwetce Eleonor. Między nami coś się wypaliło, już nie czuję tego uczucia co na początku. Nie czuję tego cudownego uczucia gdy się całujemy, nie czuję potrzeby seksualnej, nie czuję do El nic szczególnego. To wszystko się skończyło kilka tygodni temu, tak naprawdę odkąd spotkałem Kristin. Jednak nie istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia prawda? Nigdy w to nie wierzyłem jednak teraz… Uwielbiam jej błękitne niczym lazurowe wybrzeże oczy, jej pulchne różowe usta które smakują jak najlepsze truskawkowe lody na świecie, jej uroczy nosek który zawsze marszczy kiedy coś jej się nie podoba. Jednak ona uważa mnie tylko i wyłącznie jako przyjaciela swojego brata, nie jestem Harrym. On jej się podoba, to widać na kilometr, gdyby tylko wiedziała co chłopak ukrywa i jakie ma wobec niej zamiary. Wiem jedno, nie pozwolę mu jej skrzywdzić. 


**Kristin**

  -Kristin pośpiesz się! Nie mam zamiaru kwitnąc tutaj do przyszłego roku!- krzyknął Harry po czym usiadł na czerwonej kanapie która stała naprzeciwko przymierzalni w której przymierzałam już czwartą sylwestrową sukienkę.
   -Hazz! Obiecałeś mi, że ze mną pójdziesz więc nie marudź- powiedziałam po czym odsłoniłam czarną zasłonę i stanęłam przed ogromnym lustrem obok chłopaka i obróciłam się kilka razy.
   -Nic nie powiesz?- zapytałam i uniosłam brwi do góry. Próbowałam ukryć uśmiech gdy zobaczyłam jak chłopak zorientował się, ze ma otwartą buzię. Nie powiem, słodkie. Związałam włosy w wysokiego kucyka po czym spojrzałam jeszcze raz w swoje odbicie. Sukienka była naprawdę ładna. Była cała czerwona ze świecącymi dodatkami i sięgała do połowy ud, najlepsze w niej jednak było to, że podkreślała moje atuty co Harremu najwyżej bardzo się podoba. Kątem oka zobaczyłam jak Styles wstaje i podchodzi do mnie od tyłu. Położył swoje dłonie na moich gołych ramionach po czym swoimi przerażająco długimi palcami zaczął zataczać malutkie kręgi.
   - Pasuje Ci ta sukienka- mruknął w moje włosy po czym dłońmi zjechał na moje biodra. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego aż  tak łatwo pozwalam mu się do siebie zbliżyć, to raczej do mnie nie podobne. Harry jest naprawdę bardzo przystojny, jego zielone oczy są strasznie tajemnicze, skrywają jakąś historię której chłopak nie chce mi pokazać. Jego kręcone włosy które od pewnego czasu spina w małego kucyka jest strasznie urocze a na dodatek  w ten sposób odsłania swoje idealne kości policzkowe. Ma prześliczny uśmiech a dołeczki tylko dodają mu uroku i nie wiem dlaczego ale jego zachrypnięty głos zawsze przyprawia mnie o dreszcze. Po kilkunastu minutach kupiłam sukienkę wydając przy tym swoje ostatnie oszczędności które miałam jeszcze z Nowego Jorku. Całe centrum handlowe było oblepione przecenami na ubrania, jedzenie a nawet na sprzęty elektroniczne. Na każdej szybie wisiał gruby mikołaj a przy nim napis ,, Merry Christmas”. Szczerze mówiąc nie wiem o co tyle zamieszania. Ja nie czuję, że są święta. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie będzie ze mną mamy, nie do końca potrafię sobie to wyobrazić. Mam się nie podzielić opłatkiem z najbliższą osobą mojego życia? Nie złożyć tych samych życzeń co każdego roku i śpiewania tych nudnych kolęd? Na szczęście mam Nialla, strasznie o mnie dba czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam. Myślałam, ze to będą tylko słowa rzucone na wiatr i mnie zostawi samą, tak naprawdę nie ma obowiązku zajmowania się mną, w końcu nie jest moim ojcem. Skoro już o ojcu mowa, nie wiem jak wyglądają nasze relacje.  Na pewno są duże lepsze niż wcześniej, powoli się poznajemy, czasami żartujemy jednak dalej trzymam go na dystans. Potrzebuję więcej czasu, a Eve traktuję bardziej jak koleżankę a nie żonę mojego ojca. Jest bardzo zabawna, nienawidzi siedzieć w jednym miejscu, jest bardzo aktywna i co najważniejsze mnie lubi.  Po drugie nie jestem w Nowym Jorku, to będą moje pierwsze święta bez nocowania z Rebbecą. Dwa tygodnie temu zaczęłam naukę w liceum, to już ostatnia klasa więc muszę się wziąć za naukę. Nie było tak źle jak myślałam. Moją najlepszą koleżanką jest wysoka brunetka o imieniu Cassie, jest przesympatyczna a co ważniejsze, nie wywyższa się z powodu, ze jej mama jest dyrektorką w college. W przeciwieństwie do jej siostry – Taylor- dziewczyna jest tak samo wysoka jak Cassie tyle, że ma długie blond włosy i wyznaje jedną zasadę ,,Wygląd jest najważniejszy” To jest jej życiowe motto, przynajmniej tak mówi Cass. Pewnie nie jest to trudne do domyślenia się, że ja i Taylor nie darzymy siebie jakąś szczególną sympatią. Po około dwudziestu minutach wysiadłam z samochodu Harrego i weszłam do domu. Na kanapie leżał Niall słuchając muzyki. Ile godzin dziennie można leżeć? Wzięłam poduszkę z fotela obok po czym uderzyłam blondyna w głowę parę razy. Nie minęła długa chwila a między nami wybuchła prawdziwa wojna na poduszki. Po paru minutach nie miałam już siły i dusząc się śmiechem usiadłam na kanapie, chłopak roztrzepał swoje włosy po czym śmiejąc się poszedł do kuchni i napił się świątecznej coli. Poszłam za nim po czym nalałam sobie do szklanki wody cytrynowej i usiadłam na blacie kopiąc blondyna w plecy.
   -Kristin, nie zaczynaj- ostrzegł mnie chłopak po czym na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Westchnęłam głośno po czym poszłam do swojego pokoju i powiesiłam nowo kupioną sukienkę do szafy. Poszłam pod szybki prysznic po czym przebrałam się w luźną koszulkę z napisem ,,marry me” i czarne getry. Na nogi wciągnęłam grube białe skarpety a moje włosy swobodnie opadały na ramiona. Rzuciłam się na łóżko po czym przejrzałam wszystkie portale społecznościowe. Zaczynając od facebooka i kończąc na instagramie. Gdy jadłam moje ulubione czekoladowe ciasteczka oglądając kolejny odcinek ,,supernatural” usłyszałam pukanie do drzwi. Zamknęłam laptopa a w progu drzwi pojawił się tata z kubkiem kawy.
   -Mogę wejść?- zapytał z uśmiechem po czym usiadł obok mnie na łóżku. Zapach kawy rozprzestrzenił się po całym pokoju robiąc mi ogromną ochotę na nutkę kofeiny.
   - Chciałem Ci tylko powiedzieć, ze kolacja będzie za pół godziny. Strasznie się cieszę, ze spędzimy te święta razem- powiedział i potarł moje ramię po czym wyszedł z pokoju. Ja tam wolałabym je spędzić z mamą. Po zjedzeniu kolacji umyłam zęby i przebrałam się w czarną piżamę. Gdy już odpływałam w krainę snów dostałam wiadomość na WhatsApp. Jasny wyświetlacz raził moje oczy wiec musiało minąć kilka chwil aż w końcu przeczytałam wiadomość.
** Od Cass**
Jutro na stołówce o 8.10 muszę Ci coś powiedzieć.
Miłej nocy xx
Odpisałam szybkie „Okey” po czym zasnęłam. Następnego ranka obudziłam się o 6.04, wstałam z łóżka po czym stojąc przy biurku wyjrzałam za okno. Cały ogród był pokryty śniegiem przez co wyglądał jak zaczarowany. Ubrałam czarne rurki i ciepły szary sweter po czym wzięłam torbę i zeszłam po schodach do salonu. Eve razem z tatą siedzieli przy stole w jadalni i rozmawiali między sobą, popijając między czasie kawę a w tle było słychać poranne wiadomości. Dość szybko zjadłam czekoladowe płatki  i wypiłam malinową herbatę. Poszłam do łazienki, po wyprostowaniu włosów i pomalowania rzęs czarnym tuszem chwyciłam telefon i słuchawki po czym  ubrałam zimowy płaszcz i czarne martensy. Na zewnątrz padał śnieg mocząc moje świeżo wyprostowane włosy, prychnęłam pod nosem po czym przyśpieszyłam kroku. Dokładnie o 8.09 byłam na stołówce i wypatrywałam wysokiej dziewczyny. Po paru minutach Cassie zjawiła się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
   -Co stało się tak ważnego, że nie mogłaś mi tego powiedzieć przez telefon?- powiedziałam po czym poszłyśmy do klasy numer 54 gdzie za parę minut miałyśmy angielski.
   -Kolega mojego kuzyna będzie chodził do naszej klasy! Tak strasznie się cieszę bo od zawsze mi się podobał ale zawsze dzieliły nas kilometry a teraz będzie ze mną w klasie rozumiesz?! Pokażę Ci jego zdjęcie- krzyczała dziewczyna a wszyscy na korytarzu zwrócili na nas swoją uwagę, co w sumie było typowe.
   - To naprawdę fajnie! Kolejne ciacho w naszej klasie nigdy nie jest złe- powiedziałam po czym puściłam jej oczko, wyciągnęłam z szafki książki i zeszyty potrzebne na lekcje angielskiego. Jednak po paru sekundach moje rzeczy wylądowały na podłodze. To nie możliwe. Jack?


Witam!
Szczerze mówiąc to nie wiem czy nawet jest jeszcze sens przepraszać... Jednak straciłam wenę + miałam małe problemy, jednak mam nadzieję, że ktokolwiek przeczyta ten rozdział i pozostawi coś po sobie :)))  Pojawili się nowi bohaterowie więc zapraszam do zakładki ,,Bohaterowie" 

sobota, 4 października 2014

Rozdział 6



Następnego ranka obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Westchnęłam głośno i spojrzałam na bordową walizkę, będę musiała się w końcu rozpakować. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic po czym ubrałam szare spodnie i bluzkę z numerem 87. Na twarz dałam jedynie puder a włosy związałam w luźną kitkę. Zeszłam po schodach trzymając się za głowę.Wczoraj wypiłam o wiele za dużo, to jest pewne. Nalałam sobie szklankę soku pomarańczowego po czym oparłam się o kamienny blat. Na czerwonej kanapie siedział Niall który grał w jakąś grę na konsoli. Ten sposób w jaki się uśmiecha, mruży oczy by się skoncentrować, przygryza dolną wargę gdy się denerwuje,przypomina mi mamę.
   -W górnej półce są tabletki, weź sobie jedną- powiedział blondyn po czym powrócił do wcześniej wykonywanej czynności. Zrobiłam jak powiedział po czym usiadłam obok niego na kanapie opierając głowę o podgłówek. Nigdy więcej nie dotknę alkoholu, przysięgam na Boga. Między mną a chłopakiem zapanowała niezręczna cisza, żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. W końcu wczoraj równie dobrze mogliśmy się pocałować, cokolwiek a teraz okazuję się, że on jest moim bratem.. To jest co najmniej dziwne. Tylko dlaczego mama mi nic nie powiedziała? To jest jedyna rzecz której nie potrafię pojąc, jak ona mogła mi nie powiedzieć?
  -Opowiedz mi coś o sobie- wymamrotał chłopak odkładając pada. Spojrzałam na niego i skrzyżowałam nogi.
   -Wychowałam się z mamą w Nowym Jorku. Każdego dnia, każdej nocy miałam nadzieję, że tata do mnie przyjedzie, powie, że mnie kocha i nigdy więcej mnie nie zostawi. Jednak on nigdy nie przyjechał rozumiesz? Zawsze zazdrościłam mojej przyjaciółce kochającej się rodziny, zazdrościłam gdy tata uczył ją pływać, jeździć na rowerze. Gdy zawsze robił jej herbatę z miodem gdy była chora i przytulał gdy była burza. Gdy zawsze był z niej dumny i ocierał jej łzy. Gdy zawsze był gotowy kogoś zabić za jej bezpieczeństwo.Ja nigdy tego nie miałam. Mama była dla mnie najbliższą osobą na świecie a teraz już jej po prostu nie ma, zostałam sama- ostatnie zdanie powiedziałam dusząc płacz. Spojrzałam w górę na Nialla który mocno mnie przytulił, wtuliłam się w jego szyję. Czuję, że mogę mu zaufać, na prawdę.
   -Teraz masz mnie- wyszeptał w moje włosy
 Po paru chwilach wierzchem dłoni otarłam moje oczy po czym upiłam łyka soku. Następnie Niall opowiadał o swoim życiu  które jak się okazało wcale nie było takie kolorowe. Ojciec i Eve nie mieli na niego dużo czasu ponieważ musieli rozwijać swoje kariery. Chłopakiem opiekowała się kobieta o imieniu Rosalie, praktycznie go wychowała. Jednak zachorowała na raka po czym zmarła, blondyn miał podobno ogromną depresję i przez kilka miesięcy nie był sobą. Później zebrał się w sobie i poznał niejakiego Louisa który jest jego najlepszym przyjacielem. Jego życie było, całkowicie inne od mojego jednak w jakimś stopniu podobne. Obydwoje czekaliśmy na kogoś kto nigdy nie pojawił się w naszym życiu. Ironia losu prawda? Nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi po czym usłyszałam ten zachrypnięty głos. Wyjrzałam poza oparcie kanapy i moim oczom ukazał się nikt inny jak chłopak o kręconych włosach który miał idealnie dopasowane rurki na swoich chudych nogach i zwykłą koszulkę.
   -Cześć ślicznotko- powiedział po czym uśmiechnął się do mnie i usiadł na fotelu. Poczułam jak moje policzki stają się czerwone.
Kristin, przecież to zwykły komplement.
Komplement od Harrego.

Niall usiadł na miejsce obok mnie po czym podał piwo chłopakowi. Napisał coś na swoim iPhonie i załączył muzykę. Tak sie zastanawiam, jak oni mogą dzisiaj pić? Ja już teraz umieram. Jutro idę do nowej szkoły, na samą myśl mam odruchy wymiotne nie chcę iść do innej szkoły niż w Nowym Jorku z Rebeccką. Wstałam i poszłam do siebie do pokoju po czym położyłam się na łóżku. Wybrałam numer do Rebeccki, muszę z nią porozmawiać. Sekretarka no cholera! Dlaczego zawsze wtedy kiedy ją potrzebuje ona nie odbiera? Wstałam i podeszłam do walizki ówcześnie rzucając telefon na łóżko. Po około 15 minutach wszystkie ubrania były już poukładane w ogromnej szafie. Walizkę wsunęłam pod łóżko po czym zeszłam po schodach do salonu. Za dużo się nie zmieniło, Niall wraz z Harrym siedzieli w takich samych pozycjach pijac piwo oglądając jakiś mecz. Bez jakiegoś większego zastanowienia usiadłam obok Nialla który posłał mi ciepły uśmiech.
  -Jak można przez 90 minut oglądać zielony ekran po którym biega kilkunastu chłopaków za piłką?- powiedziałam znudzona kładąc się na sofie. Spojrzeli na mnie błagającym spojrzeniem i znów odwrócili wzrok w kierunku telewizora. Przysięgam, że jak zaraz czegoś nie zrobię to zanudzę się na śmierć. Usłyszałam pukanie do drzwi, czyży wybawienie? Wstałam i szybkim krokiem otworzyłam dębowe drzwi, ujrzałam za nimi bruneta o niebieskich oczach którego włosy były rozwiane w każdym możliwym kierunku. Uśmiechnął się do mnie po czym wszedł do środka przybijając piątkę z przyjaciółmi. Ponownie usiadłam na kanapie i zaczęłam bawić się bransoletką, co oznaczają te litery? Czy jestem taka ułomna czy to na prawdę jest takie skomplikowane?
   -Kim jesteś?- zapytał brunet po czym przejechał dłonią po swoich włosach. Oh, chyba uwielbiam ten ruch na każdym z chłopaków.
   -Kristin- odpowiedziałam i posłałam mu jeden z moich najładniejszych uśmiechów. Chłopak zgryzł dolną wargę po czym spojrzał na Nialla który tylko pokiwał głową.
   -Louis, miło mi Cię poznać - powiedział po czym napił się piwa które wcześniej dostał od Nialla. No i znów to samo. Trzech masakrycznie przystojnych chłopaków siedzi u mnie w salonie i oglądają mecz co jakiś czas rzucając jakieś obelgi. W pewnym momencie wstałam i poszłam do łazienki. Załatwiłam swoją potrzebę po czym umyłam ręce. Usłyszałam jak drzwi od łazienki lekko się uchylają po czym wchodzi Lou. Szybkim krokiem podszedł do mnie i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Byłam zaskoczona i nie wiedziałam co zrobić więc kontynuowałam pocałunek. Wplątałam ręce w jego włosy po czym on posadził mnie na umywalce. Musnął ostani raz moje usta po czym puścił mi oczko i wyszedł z pomierzenia zostawiając mnie całkowicie oniemiałą. Co się właśnie do cholery stało?




Witam!!!!
A więc oto 6 rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Troszkę mi smutno ponieważ pod ostatnim rozdziałem są tylko 2 komentarze ;c Proooszę komentujcie to na prawdę dużo dla mnie znaczy.  A no i ponad 1000 wyświetleń!! *.* Dziękuję i do następnego <333












niedziela, 21 września 2014

Rozdzał 5



Gdy tylko zapięłam pasy rozejrzałam się po białym wnętrzu mercedesa. Obok mnie na tylnim siedzeniu siedział Harry który pisał do kogoś smsa przeczesując przy tym swoje włosy, ohhh. Nie, wcale mi się to nie podoba. Z przodu na miejscu masażera siedział blondyn o niesamowicie błękitnych oczach w których można było utonąć.W ręce trzymał butelkę guinnessa z której brał małe łyki. Kierowcą był chłopak o hebanowych włosach, który co jakiś czas zaciągał się papierosem. Dym rozprzestrzeniał się po całym samochodzie przez co drażnił moje nozdrza, w pewnym momencie muzyka ucichła a blondyn odwrócił się z uśmiechem na twarzy.
   -Cześć, jestem Niall a to Zayn.Jak brzmi Twoje imię słonko?-zapytał zabawnie poruszając brwiami przez co cicho się zaśmiałam. Chłopak ukazał śnieżnobiały rząd zębów oczekując aż mu odpowiem.
   -Jestem Kristin miło mi Was poznać- odwzajemniłam uśmiech, zauważyłam jak Zayn uśmiecha się do mnie w lusterku i wyrzuca niedopałek  papierosa za okno.Chłopaki prowadzili konwersację o jakimś meczu a ja udawałam, że chociaż trochę rozumiem na czym polega spalony. Ciężko mi to szło więc spojrzałam za okno, szczerze? Nie znam się na okolicach Londynu jednak wydaje mi się, że już dawno wyjechaliśmy  ze stolicy. Na dworze padało i było strasznie ciemno, wyciągnęłam telefon i spojrzałam na godzinę. 23.18 hym, tata pewnie się martwi co? W sumie to teraz jestem pod jego opieką. A może nie zauważył,że mnie nie ma? Jak przez ostatnie 17 lat? A co jeżeli NAPRAWDĘ nic go nie obchodzę? A co jeżeli mu zależy i teraz będzie mnie szukał? Kristin. Myśl logicznie przecież to nigdy nie nastąpi. W pewnym momencie merdeces zatrzymał się pod ogromnym klubem z którego dudniła głośna muzyka. Gdy wysiedliśmy z samochodu przejrzałam się w przednim lusterku. O mój Boże, moje ubrania są wilgotne a na dodatek nie pasują na imprezę. Moje włosy również prowadziły swoje własne życie, odstawały na każdą stronę jaka tylko istnieje a na dodatek lekko się pofalowały . Od paru lat prostuję włosy aby tego uniknąć. Weszliśmy do klubu, moim oczom ukazał się widok pijanych albo zaćpanych ludzi. Kilkanaście par które praktycznie uprawiały seks w kątach sali. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym i podeszłam bliżej Nialla. Usiedliśmy przy jednym ze stolików po czym Harry poszedł po drinki dla każdego. Jednak... ja nie piję...nie mogę im tego powiedzieć bo mnie wyśmieją. Może alkohol nie jest wcale taki zły? Po paru minutach zauważyłam jak z tłumu wyjawia się burza loków, dostałam ogromnego czerwonego drinka z 3 słomkami. Wyglądał naprawdę ślicznie jednak ile w nim jest procentów? Kristin nie myśl o tym, jesteś na imprezie w końcu!
   -Gdzie jest Louis?- zapytał Harry pijąc swoje piwo obserwując jakąś tańczącą parę. Poważnie? Ta laska jest prawie rozebrana.
   -Został z El w domu, coś tam jej jest. Pewnie okres ma- odpowiedział Zayn śmiejąc się. Co jest śmiesznego w tym, że kobieta ma okres? Upiłam kolejnego łyka napoju i poczułam jak przez moje ciało przebiega dziwne mrowienie. Upiłam kolejnego i zrobiło mi się od razu cieplej, z każdym łykiem drink było coraz smaczniejszy a ja coraz lepiej czułam się w towarzystwie chłopaków.
   -Idziemy tańczyć!- oznajmił Harry chwytając moją rękę zaciągając mnie na sam środek parkietu. No i co teraz? Nie potrafię tańczyć! A zwłaszcza w klubie, znaczy nigdy nie tańczyłam w klubie oprócz jednych urodzin w kawiarni. Dobra lepiej będzie jak nie będę się jeszcze bardziej pogrążać. Jakimś cudem nasz taniec wyszedł nawet w porządku, zgaduję, że to dzięki małej ilości alkoholu we krwi przez który byłam trochę bardziej odważna niż zazwyczaj. Tańczyłam z Harrym przez godzinę po czym dołączyli się do nas chłopaki. Tańczyliśmy we czwórkę i było naprawdę zabawnie, Niall co jakiś czas robił bardzo dziwne pozy a Zayn udawał, że potrafi tańczyć. Przepraszam Zayn jednak.. tancerza z Ciebie nie będzie. Koło 2 w nocy wyszliśmy z klubu, wszyscy byliśmy trzeźwi jednak bardzo weseli. Podeszliśmy do auta i nagle w mojej głowie zapaliła się ogromna czerwona dioda, Zayn pił. Kto będzie niby prowadził samochód? Wszyscy stanęliśmy przed samochodem, Mulat zaczął palić papierosa a ja zamarzałam, dosłownie. Zobaczyłam jak Harry ściąga swoją bluzę i daje mi ją przez co został jedynie w bluzce z krótkim rękawem i skórzanej kurtce
   -Dziękuję- powiedziałam zakładając bluzę która byłą ogromna, sięgała mi aż  do połowy ud a rękawy były tak długie, że zakrywały moje palce. Poważnie?
   -Pod jaki adres jedziesz Kristin?- zapytał Niall wybierając numer taksówki.
   -Yhm, wiesz, to skomplikowane- zaczęłam się jąkać
   -To znaczy?- powiedział Zayn wpuszczając dym.
   -Bo wiesz, jestem tutaj tylko jeden dzień i na dodatek nie pamiętam adresu domu i nie mam do nikogo numeru- poczułam jak moje policzki płoną. Jakie to żenujące, jak można nie wiedzieć gdzie się mieszka? Chłopaki jedynie wymienili spojrzenia i uśmiechnęli się.
   -Posłuchaj wziąłbym Cię do siebie jednak nie do końca mam dzisiaj warunki, moja dziewczyna jest chora i nie chciałbym jej obudzić, przepraszam- powiedział mulat drapiąc się po głowie
   -Możesz pojechać ze mną, mam dodatkową sypialnie- wypalił nagle Niall a na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Blondyn jest naprawdę słodki, czuję się przy nim bezpiecznie wiec dlaczego by nie? Jutro od rana zacznę szukać drogi do domu, po ciemku i tak nic nie zdziałam. Po paru minutach przyjechały 2 taksówki. Pożegnaliśmy się, ja z Niallem wsiedliśmy do jednej taksówki a chłopaki do drugiej. Z blondynem śmialiśmy się całą drogę opowiadając różne śmieszne historie, że nawet nie zauważyliśmy gdy żółty pojazd zatrzymał się. Niall zapłacił kierowcy i wysiedliśmy przed ogromną willą. Chwila! Ogromna brama, droga usypana z kamyczków, nawet ta złota kołatka. Co do cholery?!
   -Mieszkasz tutaj?- wydusiłam z siebie idąc za nim
   -Tak, dlaczego?-powiedział chłopak przekręcając klucz w drzwiach. No pięknie. Kto to jest?
   -Jak Ty właściwie masz na nazwisko Kristin? Może to nam pomoże w odnalezieniu adresu Twojego- mówił blondyn ściągając swoje czarne vansy
   -Już nie trzeba. Jestem Kristin Collins- powiedziałam patrząc na twarz blondyna. Z twarzy Nialla   zniknął uśmiech. Zmierzył mnie wzrokiem z góry na dół. Dobrze, pomyślmy logicznie kto to może być? Kogo ja oszukuję?  Czy to może być mój brat?. Usłyszeliśmy kroki z salonu po czym w drzwiach ujrzeliśmy tatę.
   - Niall to Ty? Krisitn! Tak bardzo się o Ciebie martwiliśmy!- powiedział mężczyzna pocierając ręką czoło.
   -Doprawdy? A kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć, że mam brata?- zapytałam oschle patrząc na Nialla który był tak samo zszokowany jak ja.
   -Ja, ja, ustaliłem z Twoją mamą, że, że tak będzie lepiej- zaczął się jąkać.
   - To jest moja siostra?!Powiedziałeś mi,że cała nasza rodzina zginęła 17 lat temu! - krzyknął blondyn wchodząc po schodach. Brian podszedł bliżej mnie i zrobił krzywą minę.
   -Piłaś? Kristin masz tylko 18 lat! Twoja mama na pewno nie była by zadowolona!- Dlaczego miesza w to wszystko mamę? Rzuciłam mu krótkie spojrzenie i wyminęłam go. Powiedziałam ciche ,,odwal się "i weszłam po schodach do pokoju. Niall jest moim bratem? Jak to w ogóle możliwe? Czuję wstręt do taty, że nic mu nie powiedział. Rzuciłam się na łóżko i zmęczona całym dniem po prostu zasnelam



Witam!

A więc... Oto 5 rozdział. Szczerze mówiąc rozdział ani trochę mi się nie podoba. Napisałam chyba z 5 wersji tego rozdziału i żadna nie wyglądała tak jak chciałam. Jednak od ostatniego rozdziału minęły już dwa tygodnie i stwierdziłam, że muszę już dodać następny. Więc jest :D mam nadzieję, że nie usnęliście czytając go :))) A no i dziękuję za 6 komentarzy *.* Było mi tak miiiło :))) Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie równie dużo. Dobrze, już nie zanudzam :)

piątek, 5 września 2014

Rozdział 4



Po kilkudziesięciu minutach wierzchem dłoni otarłam łzy i wolno podniosłam się z ogromnego drewnianego łóżka. Podeszłam do walizki, wyjęłam z niej jeansy i białą koszulkę. Nie miałam ochoty  rozpakować  walizki , więc poszłam prosto do łazienki, która na szczęście znajdowała się na przeciwko mojego pokoju. Po paru minutach moje ciało oblała ciepła fala wody i moje mięśnie od razu się rozluźniły. Ubrałam się a włosy spięłam w roztrzepanego koka. Tym razem na twarz nałożyłam korektor by chociaż trochę ukryć fakt, że płakałam. Trochę pudru, lekko podkręcone rzęsy, nic nowego. Wolnym krokiem zeszłam po szklanych schodach do salonu rozglądając się na wszystkie strony. To nie jest dom jakiś bandytów, Kristin! - brzmiał cichy głosik w mojej głowie. W salonie zobaczyłam Eve która czytała jakiś magazyn popijając kawę a na kanapie wygodnie rozłożonego tatę, który oglądał mecz Manchester United vs Manchester City.
   -Wychodzę, idę się rozejrzeć po okolicy- oznajmiłam ubierając czarne botki. Zarzuciłam na siebie brązowy płaszcz i wyszłam z domu. Moje ciało od razu owiało zimne powietrze. No tak, nie zapominajmy, że jest grudzień. Zapięłam szczelniej płaszcz i założyłam kaptur bo jak wiadomo, w Londynie wciąż pada, bez względu na porę roku. Szłam wolno słuchając muzyki, w okolicy nie było nic ciekawego, mnóstwo domów, placów zabaw, parków. Poczułam wibrację telefonu, na wyświetlaczu pojawiła się jedna wiadomość.
   **Od Rebecca**
  ,,Kristin! Jak u Ciebie? Jak się czujesz? Możesz zadzwonić?
Uśmiechnęłam się i wybrałam numer do przyjaciółki odebrała po 2 sygnałach.
   -Hej i jak tam w Londynie? Jak z tatą?- zasypała mnie milionem pytań.
   - Rebecca, wszystko okey. Powiedz lepiej co z mamą?- powiedziałam siadając na ławce
   -Z mamą wszystko okey, bardziej martwię się o Jacka- w jej głosie było wahanie. Martwi się o Jacka? Niby dlaczego? Martwi się bardziej chłopakiem niż matką po wypadku?
   -Co z nim?- westchnęłam.
   - Odkąd wyjechałaś zmienił się, wychodzi coraz częściej, nie rozmawia ze mną, spotyka się z kimś, nie chce mnie ze sobą zabierać. Nie wiem co mam robić, może kogoś ma?- mówiła spanikowanym głosem. Przewróciłam oczami i wstałam z ławki wchodząc w jakąś uliczkę.
   -Przejdzie mu, to jest Jack, wiesz o tym, on ma różne wahania nastroju.- usłyszałam jakiś głos w tle, przyjaciółka oznajmiła mi, że musi kończyć . Schowałam telefon do kieszeni spodni i wolnym krokiem szłam wzdłuż ulicy. Zastanawiałam się nad moimi relacjami z tatą, czy w ogóle jakieś są? Dlaczego Eve tak bardzo chce się ze mną zaprzyjaźnić? Będzie coś z tego miała? A może po prostu chce być miła? Jakie dzieci mają? Dlaczego Jack zachowuje się dziwnie? Nawet jak na niego to dziwne. W pewnym momencie wpadłam na kogoś i znalazłam się w kałuży. Przeklnęłąm pod nosem i podniosłam głowę. Ujrzałam wysokiego bruneta o zielonych oczach, który wyciąga do mnie rękę.
   -Strasznie Cię przepraszam, nie zauważyłem Cię- zaczął się tłumaczyć, ja jednak skupiłam się na jego idealnych rysach twarzy. Był idealny, przez deszcz pojedyńcze loki przykleiły mu się do czoła przez co wyglądał na prawdę uroczo. Miał na sobie skórzaną kurtkę i czarne spodnie. Nieziemski widok. Jednak, po chwili zorientowałam  się, że chłopak wciąż coś mówi a ja się na niego cały czas patrzę!
   -Ehm.... wszystko okey?- powiedział rozbawiony chłopak przeczesując ręką włosy, nie znam go jednak już uwielbiam ten ruch. TO dziwne? Ta scena jest jak z komedii romantycznych których tak bardzo nienawidzę. Jednak, skoro komedie romantyczne to co się z tym wiąże?Egh! Kristin! Przestań nie znasz go!
   -Co? tak, tak dziękuję- powiedziałam zmieszana poszukując innego celu do patrzenia niż jego idealna twarz.
   -Za co? Dziękujesz mi, że wepchnąłem Cię do kałuży?- zapytał wyraźnie rozbawiony chłopak. Zdałam sobie sprawę z tego jakie głupie rzeczy mówię i po prostu posłałam mu uśmiech.
   -W ramach przeprosin zapraszam Cię na herbatę- oznajmił chłopak. Szliśmy wąskimi uliczkami rozmawiając w sumie o niczym. Dowiedziałam się, że chłopak ma na imię Harry, ma 20 lat i mieszka razem z przyjaciółmi. Między słowami wyszło, że jest członkiem One Direction, ja oczywiście spaliłam buraka bo nie zorientowałam się, że to jest TEN Harry. Nigdy nie interesowałam się zbytnio tym zespołem, nie wiem dlaczego. Po jakiś 10 minutach weszliśmy do bardzo przytulnej kawiarenki. Usiedliśmy przy stoliku najbliżej kaloryfera, gdzie prawie przytuliliśmy się do źródła ciepła. Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na oparciu krzesła, z kieszeni wyjęłam telefon i przejrzałam się. Wyglądam koszmarnie! Włosy roztrzepane w każdą stronę, nos czerwony z zimna, jednym słowem koszmar. Harry zaczął mi się przyglądać, chciałam zapytać o co mu chodzi jednak podeszła kelnerka. Dziewczyna miała niebieski fartuszek z którego wyjęła mały notes i długopis. Uśmiechnęła się zalotnie do chłopaka i przyjęła zamówienie. Styles nie przestawał mi się przyglądać, po jakimś czasie zrobiło się to dość krępujące.
   -Harry, wiem, że wyglądam koszmarnie ale nie musisz mi się tak przyglądać- powiedziałam w pewnej chwili podciągając rękawy swetra do łokci, kaloryfer robi swoje.
   -Wyglądasz ślicznie- oznajmił i uśmiechnął się do mnie ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. W tym momencie dziewczyna przyniosła nam napoje, pewnie usłyszała co chłopak powiedział ponieważ zabijała mnie wzrokiem. Poczułam jak moje policzki stają się czerwone więc szybko upiłam łyka herbaty. Rozmawiałam z Harrym przez bardzo długi czas, ani ja ani chłopak nie zwracaliśmy uwagi na godzinę. Kiedy ja i Harry prowadziliśmy rozmowę w najlepsze podeszła do nas kelnerka oznajmiając, że musi zamykać. Na zewnątrz zapanował zmrok, zrobiło się bardzo ciemno oraz zimno. Zorientowałam się, że nie mam numeru telefonu do taty, nie wiem gdzie jestem i na pewno nie trafię sama do domu. Zaczęłam się nerwowo rozglądać by spróbować sobie przypomnieć z której strony przyszłam z chłopakiem. Niestety nic to nie dało bo wszystko wyglądało tak samo, Harry najwidoczniej zauważył moje zdenerwowanie.
   -Kristin wszystko dobrze?- powiedział wkładając ręce do kieszeni.
   -Tak, znaczy nie do końca. Nie za bardzo wiem jak mam trafić do domu- powiedziałam i zaśmiałam się lekko. Chłopak spojrzał na mnie i zaśmiał się razem ze mną. Rozmawialiśmy gdy nagle podjechał czarny mercedes. Zza czarnej szyby wyjawiła się głowa blondyna uśmiechająca się do mojego towarzysza.
   -Harry! Wsiadaj! Monster czeka!- krzyknął blondyn, po chwili jednak zawiesił wzrok na mnie i posłał mi ciepły uśmiech.
   -Ty też możesz z nami jechać- powiedział puszczając mi oczko. Nie, nie mogę. Jestem pierwszy dzień w Londynie jeżeli z nimi pojadę to tata będzie się martwił. Jeżeli jednak nie pojadę zostanę sama na ulicy. Rozważając te dwie opcje, pojechanie z nimi było bardziej rozsądne. Pokiwałam głową i szepnęłam do Harrego.
   -Co to jest monster?- zapytałam bardzo cicho patrząc na chłopaka. Styles uśmiechnął się i otworzył mi drzwi od samochodu.
   -To klub słonko- powiedział i puścił mi oczko. Jadę do klubu z chłopakami których nie znam? Świetnie, mam nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie.


Witam!!!

A więc... tak... rozdział ZNÓW spóźniony. Przepraszam! Jednak bardzo trudno było mi napisać ten rozdział ponieważ, miałam nalot gości xD Więc nie za bardzo miałam dostęp do komputera, a jak już miałam to musiałam zrobić jakieś zadanie domowe. Właśnie! Rozpoczęła się szkoła ;-; Jakie wrażenia po pierwszym tygodniu? Mam nadzieję, że ktokolwiek skomentuje ten rozdział. Wiem, że nie jest zbytnio ciekawy jednak pisałam go na prawdę na szybko. Kristin poznała Harrego,jak wrażenia? :D Jej, już nie zanudzam. <33333

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 3.


Obudził mnie dźwięk klaszczących ludzi gdy tylko samolot znalazł się spowrotem na ziemi. Kto wymyślił taki debilny zwyczaj? Wyjęłam z kieszeni telefon w celu sprawdzenia godziny. Serce mi się ścisnęło gdy na wyświetlaczu zobaczyłam moje wspólne zdjęcie z Rebeccką. Byłyśmy wtedy nad jeziorem z rodziną dziewczyny, ciekawe czy tu- w Londynie- spotkam chociaż trochę podobną osobę do przyjaciółki. Oby. Była godzina 4.48 nad ranem, poważnie? Westchnęłam i słuchając Ellie Goulding - Burn udałam się po odbiór bagażu. Po około 15 minutach miałam już ze sobą szarą walizkę w której miałam spakowaną całą szafę ubrań. Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? A zresztą, nie oczekuję nic od taty. Zastanawiam się tylko jak będziemy się obydwoje w stosunku do siebie zachowywali. W końcu zobaczymy się pierwszy raz w życiu. Jednak, on ma swoje życie, swoją idealną rodzinę, prace, dom. Szkoda tylko, że nigdzie w tym jego idealnym życiu nie ma i nigdy nie było miejsca dla mnie, będę mu tylko przeszkadzać wiem o tym. Ja w sumie nic o nim nie wiem. Wiem, że ma na imię Braian czy coś, nie wiem. Założę się, że ,,tata" nie pamięta nawet, ile ja mam lat. Może powiedziała mu policja? I przekazała jakieś informację? Lepiej żeby nie. Zamówiłam taksówkę, na szczęście policja ustaliła adres gdzie rzekomo mieszka teraz mój jedyny prawny opiekun. Poczułam zimno które owiało moje ciało. No tak jest 5 rano i nie zapowiada się aby dzień był słoneczny. Wsiadłam do taksówki i wpatrywałam się w widoki za oknem. Mnóstwo różnych budynków i bloków. Jest tutaj tak...ponuro? Może to dobre określenie. Pewnie jestem już uprzedzona do tego miasta, jednak nic z tym nie mogę zrobić. Po jakimś czasie taksówka zatrzymała się przed ogromną posesją. Zapłaciłam kierowcy i wygramoliłam walizkę z bagażnika. Otworzyłam ogromną bramę po czym szłam po usypanej dróżce z kamyczków. Stanęłam przed ogromnymi dębowymi drzwiami które miały złote akcenty. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam złotą kołatką.Czekałam parę chwil gdy w drzwiach zobaczyłam wysokiego mężczyznę który był wyraźnie zdezorientowany. No tak, kto normalny przychodzi do kogoś przed 6 rano? Spojrzałam w niego i do moich oczu napłynęły łzy. Nie wiem czym były spowodowane, może bólem, złością, smutkiem? Nie mam pojęcia. .
   -Słucham?- powiedział mężczyzna zaspanym głosem pocierając dłonie o twarz.
   -Em...ja...ja...- zaczęłam się jąkać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Powiedzieć; hej tato to ja Kristin! Pewnie mnie nie pamiętasz bo zostawiłeś mnie i mamę 16 lat temu, ale nie przejmuj się! Wszystko będzie okey?
   -Ty co?- powiedział mężczyzna i oparł się o framugę drzwi patrząc na mnie obojętnie.- Dziecko, widzę, że masz walizkę. Pewnie jesteś z jakiejś szkoły i przyjechałaś na wymianę prawda? Nie ten dom, przykro mi. Do widzenia- powiedział po czym zamknął drzwi. Chwila, właśnie mój ojciec zamknął mi drzwi przed nosem. Nie może być lepsze zaczęcie znajomości. Usiadłam na schodach po czym po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy, tata mnie nie poznał. W sumie mogłam się tego spodziewać jednak....gdzieś tam w głębi duszy miałam nadzieję,że....że jakoś inaczej potoczy się nasze przywitanie. Otarłam łzy po czym postanowiłam zapukać jeszcze raz. Usłyszałam dźwięki obcasów. Nie...to znaczy, że otworzy mi jakaś kobieta. Heh, nie jakaś tylko nowa wybranka taty. Przełknęłam głośno ślinę gdy drzwi otworzyła mi średniego wzrostu kobieta o ciemnych włosach.
   -Tak? O co chodzi?- powiedziała z uśmiechem
   -Ja, Nazywam się Kristin. Kristin Collins i...- powiedziałam biorąc oddech.
   -O mój Boże! Kochanie chodź tutaj szybko!- krzyknęła kobieta do bardzo nowoczesnego wnętrza. Po chwili w drzwiach pojawił się ten sam mężczyzna. Widziałam furię w jego oczach.
   -Kochanie to jest- zaczęła kobieta
   -To jest jakaś dziewczyna która nie potrafi znaleźć domu. Kochanie, pewnie jest na jakiejś wymianie językowej. Chodź, prędzej czy później się odczepi.- powiedział i wszedł spowrotem do środka. Poczułam...w sumie to nie wiem co poczułam. Ból, całkiem możliwe.
   -Kochanie, to jest Kristin- powiedziała cicho kobieta patrząc na mnie ze współczuciem. Tata odrazu pojawił się znów przy drzwiach. Zmierzył mnie wzrokiem od czubka głowy aż po same stopy. Widziałam jak jego oczy łagodnieją, ja jednak nie mogłam się ruszyć. Byłam zszokowana a na dworze, nie ukrywajmy nie było ciepło.
   -Kristin? Horan? Na prawdę?- wydusił z siebie po pewnym czasie.
   -Collins.-odpowiedziałam krótko, unosząc brwi.
   -Ah- westchnął i wziął moją walizkę do środka. Kobieta zaprosiła mnie uśmiechem do środka. Nie odwzajemniłam go, po prostu weszłam nieśmiało do środka. Salon był tak nowoczesny jak to sobie wyobrażałam. Jak z reklamy, dosłownie. Ciekawe kim oni są, gdzie pracują. Stanęłam przy sofie i sprawdziłam telefon. Żadnych wiadomości. Usłyszałam jak mężczyzna nalewa sobie kawę do kubka, a jego małżonka coś mu szepcze do ucha. Uniosłam na nich wzrok, byli tak samo zdezorientowani jak ja i najwidoczniej również nie wiedzieli jak się zachować. Ojciec podszedł do mnie i wskazał na kanapę. Niepewnie na niej usiadłam wbijając wzrok w biały puszysty dywan.
   -Kristin, to...ja.... nie wiem co mam powiedzieć- powiedział patrząc na mnie. W jego głosie było... wahanie? współczucie? niepewność?- bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy- powiedział i dotknął mojego kolana. Wzdrygnęłam się odrazu i zrzuciłam jego rękę z mojego ciała. Wydawał się być zaskoczony ale zabrał rękę.
   -Jasne- prychnęłam cicho patrząc na niego z wyrzutem. Jak może mu być przykro? Nie wierzę w ani jedno jego słowo, w ani jeden gest, ruch.
   -Kochanie ja- powiedział powoli
   -Nie mów tak do mnie- powiedziałam oschle i bawiłam się moimi palcami.
   -Więc. Kristin? Może być? Posłuchaj, ja wiem, że będzie ciężko ale zobaczysz potrzebujemy tylko czasu. Kochanie..znaczy Kristin, zaufaj mi. Nie zastąpię Ci matki ale przynajmniej....przynajmniej spróbujmy.-wyczułam jakąś nadzieję w jego głosie. Nie obchodzi mnie to, co on chce. Nienawidzę go. Z całego serca, na dodatek chce teraz udawać kochanego tatusia? Oj nie ma mowy. Nie pójdzie mu to tak łatwo.
   -Gdzie mogę spać? Jestem zmęczona-powiedziałam wstając
   -Kristin. Porozmawiajmy. Myślałem o Tobie przez całe 18 lat. Chciałem Cię zobaczyć- jego oczy posmutniały.
   -Mhm. Bardzo szybko się pocieszyłeś- popatrzałam na kobietę która opuściła wzrok- a zresztą, nie wierzę Ci. Nie dałeś mi żadnego znaku życia. Zostawiłeś mamę samą! Bez grosza przy duszy ! Nigdy w życiu nie zadzwoniłeś na moje urodziny, nawet nie napisałeś a teraz mi mówisz, że cały czas o mnie myślałeś? Daruj sobie- krzyknęłam. Na jego twarzy wymalował się smutek. Pokazał mi gestem, że mam iść za nim. Weszliśmy po krętych schodach po czym wskazał mi pierwsze drzwi na lewo. Posłał mi lekki uśmiech po czym zszedł na dół. Otworzyłam pokój po czym odrazu go zakluczyłam. Pokój miał kremowe ściany a meble były z ciemnego drewna. Pokój jak pokój. Wydawał się być nawet przytulny, położyłam się na ogromnym łóżku po czym powoli studiowałam wydarzenia z poprzedniej godziny. Ojciec nie chciał mnie wpuścić do domu po czym mi powiedział, że o mnie myślał przez całe życie.Nie wysłał żadnych pieniędzy, a tak dobrze mu się powodzi. Znaczy my z mamą też nie głodowałyśmy ale nie mogłyśmy sobie pozwolić na aż takie luksusy. Dopiero co się poznaliśmy i już kłótnia. Mogłam się tego domyślić. Może i jestem bez serca jednak, nienawidzę go. Weszłam w galerię i przejrzałam kilka zdjęć mamy.
   -Tak bardzo za Tobą tęsknię- wyszeptałam i zaczęłam płakać.


Kochani!!!
A więc, oto trzeci rozdział. Moim zdaniem jest trochę nudny ;-; Jednak mam nadzieję, że chociaż troszkę się podoba :))) Następny będzie ciekawszy :D Swoją drogą, chciałam bardzo podziękować mojej przyjaciółce, Oli. Pomogłaś mi napisać drugi rozdział, zrobić nowy szablon. Dziękuję <333 A no i 500 wyświetleń *-* Wiem, że niektóre z Was mają po kilka a nawet po kilkanaście tysięcy wejść jednak,...ja się cieszę z tych 500 :D Już nie przedłużając, mam nadzieję, że ktoś coś po sobie pozostawi :D
Zapraszam na blog przyjaciółki <3 ;
http://winter-land-story.blogspot.com/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 2

  -Nie cieszysz się?- zapytałam zdziwiona
  -Kristin, tak mi przykro. Twoja mama jechała razem z moją w samochodzie. Pod wpływem poślizgu uderzyły w słup, po czym przez kilka godzin były operowane. Lekarze robili co mogli kochanie, przykro mi- powiedziała ze współczuciem w oczach.
  -C...co?- wyjąkałam tracąc grunt pod nogami. Gdyby nie szybka reakcja przyjaciółki pewnie leżałabym już na białych, szpitalnych kafelkach. Rebecca odrazu zgarnęła mnie w swoje ramiona, głaszcząc mnie po plecach w celu uspokojenia mnie. Ja dalej nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj piłyśmy razem naszą ulubioną miętową herbatę, rozmawiając o różnych plotkach. A teraz już jej nie ma, mama po postu nie żyje.

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca które wpadły do mojego pokoju. Kolejny dzień, niestety ostatni w Nowym Jorku.Wolnym krokiem poszłam do łazienki po czym wzięłam ciepły prysznic. Ubrałam na siebie białe rurki i zwykłą koszulę. Rozczesując mokre włosy załączyłam laptopa po czym zaczęłam czytać breaking news. Katastrofa samolotu w Rosji, jakieś problemy polityczne. Moje oczy automatycznie się zeszkliły kiedy zaczęłam czytać wątek;
,,Dnia czwartego grudnia na skrzyżowaniu w centrum Nowego Jorku wydarzył się tragiczny wypadek. Samochód osobowy wpadł w poślizg, po czym uderzył w słup elektroniczny. Dwie kobiety zostały przewiezione do szpitala, po czym przez kilka godzin walczyły o życie. Niestety S,C nie udało się uratować, natomiast E,R miała dużo więcej szczęścia. Czeka ją teraz bardzo trudna rehabilitacja, miejmy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia. Wielkie wyrazy współczucia dla rodzin poszkodowanych"
Moje policzki były całe mokre od łez. Nie ma już mojej mamy, po prostu jej nie ma. Już nigdy mnie nie przytuli, nie powie, że mnie kocha, nie będzie na mnie krzyczeć o jakieś błahe rzeczy. Przez to, że jestem niepełnoletnia policja zainteresowała się wypadkiem. Odnaleźli mojego ojca, kilka miesięcy temu cieszyłabym się jednak aktualnie? Wolałabym aby go nie było Mieszka ze swoja nową rodziną w Londynie. Oho. Już nienawidzę tego miasta. Nie dość, że mieszka tam ta ,,kobieta"  to na dodatek mają jakieś potomstwo. Mam się rozstać z Rebeccą, nie do końca potrafię to sobie wyobrazić. Nigdy nie rozstawałyśmy się na dłużej niż trzy tygodnie, a teraz nie wiadomo kiedy znów się zobaczymy. Wierzchem dłoni otarłam łzy i związałam włosy w koka, tak zwany artystyczny nieład. Zaczęłam chodzić po całym domu zbierając wszystkie potrzebne mi rzeczy do Londynu. Ubrania, zdjęcia jakieś książki. Otworzyłam komodę mamy i wzięłam z niej parę ubrań. Między przegródkami znalazłam małe białe pudełko. Bez żadnego namysłu otworzyłam je. W środku znajdowała się mała złota bransoletka która diamencikami miała wygrawerowane cztery litery.M,B,N oraz K. Szybkim ruchem założyłam ją na lewą rękę. Nigdy nie widziałam aby nosiła bransoletkę, nie wiem co oznaczają dane litery jednak wydaje mi się, że coś ważnego. Jest bardzo ładna i na pewno kosztuje majątek. Dlaczego więc mama jej nie sprzedała? Po kilku godzinach byłam już spakowana. Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybkim krokiem podeszłam i otworzyłam dębowe drzwi. Za nimi stała Rebecca razem z ...Jackiem? Co on tu robi? Uśmiechnęłam się lekko wpuszczając ich do środka.
  -Jak się trzymasz kochanie?-zapytała przyjaciółka przytulając mnie do siebie. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie mogę płakać, nie mogę płakać powtarzałam sobie w myślach.
  -A jak ja się mogę czuć? Za parę godzin zobaczę po raz pierwszy mojego ojca. Chyba fajnie co? - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Usiedliśmy na kanapie. Rozmawiałam z przyjaciółką o mojej przeprowadzce. Jack nic nie mówił tylko cały czas ziewał i zajmował się swoim telefonem. Nagle dym zaczął drażnić moje nozdrza. Rozejrzałam się po pomieszczeniu po czym odnalazłam źródło tego smrodu. Chłopak palił papierosa patrząc na Rebecce.
  -Egh, Jack mógłbyś nie palić w moim domu?- westchnęłam mówiąc najmilej jak tylko potrafię.
  -Co Ci to przeszkadza? Z tego co słyszę masz się zaraz wyprowadzać więc trochę dymu nie zaszkodzi. Zresztą jak zwykle narzekasz, zawsze byłaś taka wkurwiająca- powiedział oschle po czym zaciągnął się jeszcze raz.
  -Jednak jeszcze tu jestem tak? Zgaś to- powiedziałam stanowczo ignorując jego komentarze.
  -Oj weź przestań Kristin, dlaczego Ty się zawsze wszystkiego czepiasz? Nie wiem jak można się przyjaźnić z kimś takim jak Ty- powiedział z tym swoim wrednym uśmieszkiem i zgasił papierosa.
  -No widzisz, dlatego Ty się ze mną nie przyjaźnisz. Wątpię abyś w ogóle wiedział na czym polega przyjaźń. Ahh no tak, przecież Ty nie chciałeś się ze mną przyjaźnić, chciałeś ze mną chodzić prawda?- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Zobaczyłam furię w jego oczach.
  -Słuchaj- podniósł głos i poderwał się z kanapy podchodząc do mnie -To, co wtedy powiedziałem to była jedna wielka pomyłka. Nie wiem jakbym wytrzymał z taką suką jak Ty, zobacz nawet własna matka Cię nienawidziła. Aż tak bardzo, że wyleciała w powietrze. Co boli? No dalej, zacznij płakać jak to zwykle robisz. Udajesz taką niewinną, a tak naprawdę kawał suki z Ciebie- powiedział wychodząc trzaskając drzwiami. No i kto powie, że ten chłopak jest normalny? Dobrze, że wyszedł niewiadomo jak daleko zaszłaby nasza kłótnia jakby tu został. Spojrzałam na Rebecce. Była zdezoriętowana  i jednocześnie zaczęła mnie przepraszać.
  -Dobrze już, wiem jaki on jest. Jednak nie wiedziałam, że posunie się aż tak daleko Rebecca- powiedziałam wstając z kanapy.
  -Ja też nie. Tylko nie rozumiem dlaczego znów zaczęliście się kłócić. Przecież było normalnie. Nie potraficie spokojnie? W każdym razie przepraszam Cię za niego- powiedziała idąc za mną do kuchni.
Rozmawiałyśmy o wypadku, o mamie dziewczyny,o różnych plotkach.  Wybiła godzina17;48. O 19;30 mam samolot do Londynu. Muszę już jechać na lotnisko. Zamówiłam taksówkę. Zaczęłam się żegnać z przyjaciółką. Nie obyło się bez łez. Nie mam zielonego pojęcia kiedy znów się spotkamy, może za miesiąc, dwa,trzy a może za rok? Ta myśl jest okropna, że mogę nie zobaczyć przyjaciółki przez tak długi czas. Wychodząc z trzema walizkami czekałam razem z dziewczyną na wcześniej zamówioną taksówkę. Zobaczyłyśmy Jacka jak idzie w naszym kierunku. No nie, nie chcę się z nim kłócić tuż przed podróżą i tak już jestem zdenerwowana. Po paru minutach przyjechała taksówka a starszy mężczyzna włożył moje walizki do bagażnika. Przytuliłam się z przyjaciółką płacząc. Do Jacka rzuciłam zwykłe cześć po czym wsiadłam do żółtego auta. No tak, teraz już nic nie będzie takie samo. Wsiadłam do samolotu po czym zmęczona całym dniem po prostu zasnęłam.



Kochani!
A więc tak... Drugi rozdział. Mam nadzieję, że troszkę ciekawszy od pierwszego. Chciałam przeprosić... rozdział miał pojawić się już bardzo dawno temu, jednak zawsze coś przeszkadzało aby go opublikować. Mam nadzieję, że się podoba i dziękuję za ponad 300 wyświetleń :)))

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 1

Pik Pik Pik!

Wolno otworzyłam oczy i wyłączyłam budzik. Rozciągnęłam się na łóżku i podeszłam do kalendarza który wisiał na ścianie mojego niebieskiego pokoju. Data była zamazana na czarno. To oznaczało jedno, dziś są moje urodziny. Westchnęłam głośno i wyciągnęłam z szafy czarne rurki i niebieską bluzę z napisem ,,fuck you”. Nienawidzę moich urodzin. Naprawdę. Może wydaje się to dziwne ale niestety tak jest. Zawsze 4 grudnia myślę cały czas o ojcu. Co robi, gdzie jest, jak wygląda. Wolno poszłam do łazienki i wykonałam poranną toaletę. Ubrałam wcześniej przygotowane ubrania. Na twarz dałam troszkę pudru i lekko podkręciłam rzęsy czarną maskarą. Włosy spięłam w luźnego koka i zeszłam po drewnianych schodach do kuchni. Na blacie zauważyłam małą żółtą karteczkę a obok talerz pełny naleśników z czekoladą. Przeczytałam na głos treść kartki.

,,Kristin!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Przepraszam, że jesteś sama ale musiałam pojechać do biura. Nie martw się gdy nie będę odbierać bo muszę wyłączyć telefon. W ramach rekompensaty Twoje ulubione naleśniki. Będę późnym wieczorem. Kocham Cię i całuję.

Mama xx”

Uśmiechnęłam się i jedząc naleśniki patrzałam na jakiś serial o miłości. Egh. Bzdety. Szybko zjadłam i włożyłam talerz do zmywarki. Poszłam do siebie do pokoju i położyłam się na łóżku. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Zobaczyłam jedną wiadomość.

,,Od Rebecca

Cześć kochanie!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zdrowia, szczęścia i przystojnego chłopaka! Wpadnę do Ciebie koło 13. Teraz muszę zafarbować włosy. Do zobaczenia stara dupo! :* „”



Kolejne farbowanie włosów? Ciekawe na jaki kolor. Może znów na niebieski? Odłożyłam telefon na biurku. Wzięłam do ręki gitarę. Po chwili dzięki moim palcom gitara wydała przepiękny spokojny dźwięk. Zaczęłam cicho śpiewać. Uwielbiam grać na gitarze. Dzięki temu zapominam o wszystkich problemach i o całym świecie. Jestem tylko ja i muzyka. Po jakiś czasie odłożyłam gitarę na swoje miejsce. Wyciągnęłam z biurka laptopa i załączyłam facebooka. No tak. Pełno życzeń. Ehh. Przejrzałam jeszcze parę innych portali społecznościowych i wyłączyłam laptopa. Po dużym oknie zaczęły spływać malutkie krople deszczu. Było ich coraz więcej i więcej. Zastanawiałam się nad moim snem. Dzisiaj miałam bardzo dziwny sen. Śniła mi się duża liczba 18. Wokół niej były jakieś odgłosy śmiechu i płaczu. Nic z tego nie rozumiem. To coś znaczy? A może to zwykły sen? Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk pukania do drzwi. Szybko wstałam i poszłam otworzyć drzwi. Zobaczyłam tam moją przyjaciółkę. Co oznacza, że już jest 13! Przytuliłyśmy się na powitanie. O dziwo dziewczyna miała ten sam kolor co wcześniej, czyli różowy. Poszłyśmy do kuchni. Rebecca usiadła na blacie a ja zaczęłam robić nam herbatę.

-Kristin- Usłyszałam po chwili. Odwróciłam się robiąc pytający wzrok.

-Bo.....Mogłabym zostać dzisiaj u Ciebie na noc?- Powiedziała bardzo cicho i spuściła głowę. Ja wiedziałam o co chodzi. Szybko ją przytuliłam. Rebecca ma od pewnego czasu bardzo duże problemy rodzinne. Jej ojciec odkąd stracił pracę zaczął pić oraz bić dziewczynę i jej matkę. Nie raz dziewczyna miała podbite oczy, liczne zadrapania i siniaki. Raz mi nawet powiedziała, że jej ojciec próbował ją wykorzystać. To był bardzo dobry człowiek. Zawsze uczynny i miły. Traktował mnie prawie jak córkę. Zawsze jak byłyśmy u dziewczyny w domu wygłupiał się z nami i zawsze ale to zawsze robił nam gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem. Po chwili odsunęłam się od dziewczyny i powiedziałam, że może zostać. Dla mojej mamy nigdy nie było w tym żadnego problemu. Poszłyśmy do salonu i oglądałyśmy jakąś komedię. Około godziny 18 usłyszałyśmy dźwięk telefonu dziewczyny.

-Kto znowu- Warknęła dziewczyna i leniwym krokiem podeszła do kurtki i wyjęła z niej mały biały telefon. Poczułam zimne powietrze. No tak okno jest uchylone. Pocierając o siebie dłonie podeszłam do okna by je zamknąć. Na dworze było paskudnie. Nie dość,że ciemno i zimno to jeszcze na dodatek była mgła przez którą zobaczenie czegokolwiek było wręcz niemożliwe. Wiało i padał śnieg.

-Kristin!- Usłyszałam wrzask przyjaciółki.

-Co się stało?- Powiedziałam idąc w jej kierunku.

-Dzwonili ze szpitala!- Krzyknęła ubierając buty. Stanęłam jak wryta. Że co?! Nie puszczę jej samej. Zrezygnowana szybko ubrałam się i zamknęłam dom. Na dworze było jeszcze gorzej niż się spodziewałyśmy. Śnieg sypał nam w oczy przez co nic nie wiedziałyśmy. Mgła również nie poprawiała widzialności. Jednak wtedy najważniejsza była mama Rebeccki. Po około 20 minutach wpadłyśmy do szpitala. Całe mokre i ziębione podbiegłyśmy do recepcji.

-Dobry Wieczór! W czym mogę- Zaczęła starsza pani. Jednak moja przyjaciółka jej przerwała.

-Elena Richardson! Z wypadku co z nią?!

-A tak. To jedna kobieta z wypadku. Oby dwie kobiety są właśnie operowane. Naprawdę. Paskudna pogoda. Bardzo dużo wypadków. Biedni ludzie. Najlepiej nie wychodzić z domu. Usiądźcie i poczekajcie na lekarza- Powiedziała kobieta ze współczuciem w oczach wskazując na krzesła. Usiadłyśmy. Rebecca od razu złapała się za głowę nic nie mówiąc. Byłam w szoku. Ona pewnie też. Biedne kobiety. Nie wiem ile siedziałyśmy w ciszy. Godzinę, dwie, trzy? Nie wiem. Podniosłam się i z automatu kupiłam dwie gorące czekolady.

-Kochanie- Powiedziałam cicho na co moja przyjaciółka podniosła głowę. Ujrzałam jej duże,czerwone od łez oczy. Chciało mi się płakać. Spojrzała na kubek i wymusiła uśmiech.

-Dziękuję- Powiedziała zachrypniętym głosem który był spowodowany tym, że bardzo dawno nie mówiła.

-Musisz wiedzieć, że będzie dobrze. Rebecca proszę Cię nie płacz wiem że to trudne.- Powiedziałam jąkając się.

-Łatwo Ci mówić bo to nie twoja matka tam leży! - Krzyknęła i pokazała na drzwi prowadzące na salę operacyjną. Wstała i do nich podeszła. Jednak po chwili osunęła się po nich zalewając się płaczem. Od razu do niej podbiegłam i przytuliłam.

-Przepraszam- Wydukała i rozpłakała się jeszcze bardziej. Ja tylko głaskałam ją po plecach próbując ją uspokoić. Nie wiem jak długo byłyśmy w uścisku. Spojrzałam na telefon 22.30. Spróbowałam zadzwonić do mamy. Nie odbierała. Może jeszcze jest w biurze dlatego nie odbiera? Miałam nadzieję, że to prawda. Rebecca usiadła na krześle i wydzwaniała do taty i Jacka. Niestety żaden nie odbierał. Mogłam się tego spodziewać. Na Jacku nigdy nie mogła polegać a jej tata pewnie jest w jakimś klubie. W końcu z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Rebecca od razu zerwała się z krzesła.
-Co z mamą? Elena Richardson??- Wydukała cała trzęsąc się. 
-Posłuchaj dziecinko. Na dwóch salach były operowane dwie kobiety w wypadku. Niestety nie wiemy która to Twoja mama. Musimy przejrzeć rzeczy osobiste. Pomożesz nam w tym?- Powiedział lekarz bardzo spokojnie. 
-Tak oczywiście.- Dziewczyna poszła razem z lekarzem. Czekałam około pół godziny na dziewczynę. Gdy zobaczyłam ją na początku korytarza szybko do niej podbiegłam.
-No i co?!- krzyknęłam.
-Moja mama żyje!- Powiedziała jednak bez entuzjazmu.  
-Nie cieszysz się?- Zapytałam zdziwiona.



Witam Was kochani!!!!! :)
Po pierwsze chciałam Was baaaaaardzo przeprosić za to, że pierwszy rozdział pojawia się dopiero teraz. Jednak, że po burzy zostałam odcięta od internetu. Bardzo Was przepraszam. Mam nadzieję, że to już się nigdy nie powtórzy. Jakie wrażenia po pierwszym rozdziale?? Napiszcie mi swoją opinię baaaaardzo proszę :) Rozdział drugi powinien pojawić się za klika dni. Ah! Dziękuję za 100 wyświetleń! <3
Kocham Was.

środa, 25 czerwca 2014

Prolog


Zastanawialiście się jak to jest stracić wszystko w jednej chwili? Gdy całe życie przewraca się do góry nogami? Gdy trzeba stawić czoło światu?  Mimo wszystkich przeciwności losu trzeba codziennie wstać i widzieć pozytywy w życiu.? Wiem, że może wydawać się to dziwne lecz niestety dużo w życiu przeżyłam. Gdy mój tak zwany ojciec dowiedział się, że moja matka jest ze mną w ciąży po prostu stchórzył. Stwierdził, że nie jestem jego dzieckiem i nie będzie zarabiał na kolejnego bachora. Po tym wszystkim rozwiedli się a ja gdy się urodziłam przyjełam panieńskie nazwisko mamy. Nigdy nie widziałam mojego taty. Prawdopodobnie wyjechał do Londynu i teraz tam mieszka. O ile żyje. Niestety nie mam o nim żadnych wieści. Bardzo dużo mogło się zmienić przez 18 lat. Może mieszkać w Hiszpanii, Francji gdziekolwiek. Jednak nie zapowiada się aby próbował się ze mną skontaktować. To smutne ale prawdziwe. Całe dzieciństwo miałam bardzo szczęśliwe. Mama bardzo się starała abym miała wszystko. Jednak gdzieś tam czegoś mi brakowało...Brakowało mi ojca... w sumie ciężko powiedzieć, że brakowało. Nigdy go nie miałam i nie mam pojęcia jak to jest być kochaną przez drugiego rodzica. Jednak gdy zawsze patrzałam na rodziców Rebeccki uważałam, że to dar mieć ojca. Mama zawsze spełniała rolę obojga rodziców. Dzięki mamie i mojej przyjaciółce Rebecce mogłam normalnie funkcjonować i nie myśleć ciągle co by było gdyby. Jednak kto by pomyślał ze w dniu moich 18 urodzin wszystko może się zmienić?



Kochani! :D
A więc przychodzę dziś do Was z prologiem. Wiem, że krótki ale mam nadzieję, że zaciekawiłam Was chociaż troszkę! :D  Za jakiekolwiek błędy strasznie przepraszam. Kocham Was <3

wtorek, 24 czerwca 2014

Przedstawienie bohaterów

Bohaterowie.


Kristin Collins, 19 lat.
Rebecca Richardson, 19 lat.
Jack Middleton, 19 lat.
Brian Horan, 43 lata.
Eve Horan, 42 lata.
 Niall Horan, 21 lat.
Louis Tomlinson, 23 lata.
Harry Styles, 20 lat.
Zayn Malik, 21 lat.
Liam Payne, 21 lat.
Taylor Mars,19 lat.
Cassandra Mars,19 lat


 Witam Was kochani!!! :D
Jak na razie przychodzę do Was tylko z bohaterami opowiadania. Mam nadzieję, ze zainteresowali Was chociaż troszkę :D Nie uważam abym miała jakiś specjalny talent w pisaniu opowiadań ale po prostu lubię to robić i chcę spróbować prowadzić bloga :D Mam nadzieję ze ktokolwiek wpadnie na prolog który powinnam dodać za kilka dni. Będzie mi strasznie miiiiło <3 I mam do Was prośbę. Jeżeli to czytasz to skomentuj. Przecinkiem, kropką czymkolwiek. To naprawdę dużo dla mnie znaczy :D Już nie będę Was zanudzać. <33333333

 

Szablon by S1K