środa, 19 listopada 2014

Rozdział 7






**Louis**

Siedziałem na parapecie i wpatrywałem się w spadające płatki śniegu które stopniowo pokrywały chodniki, tworząc na nich biały puch. Na ulicy błyszczała cienka warstwa lodu a na domach pojawiły się świąteczne ozdoby. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok od razu zatrzymał się na śpiącej sylwetce Eleonor. Między nami coś się wypaliło, już nie czuję tego uczucia co na początku. Nie czuję tego cudownego uczucia gdy się całujemy, nie czuję potrzeby seksualnej, nie czuję do El nic szczególnego. To wszystko się skończyło kilka tygodni temu, tak naprawdę odkąd spotkałem Kristin. Jednak nie istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia prawda? Nigdy w to nie wierzyłem jednak teraz… Uwielbiam jej błękitne niczym lazurowe wybrzeże oczy, jej pulchne różowe usta które smakują jak najlepsze truskawkowe lody na świecie, jej uroczy nosek który zawsze marszczy kiedy coś jej się nie podoba. Jednak ona uważa mnie tylko i wyłącznie jako przyjaciela swojego brata, nie jestem Harrym. On jej się podoba, to widać na kilometr, gdyby tylko wiedziała co chłopak ukrywa i jakie ma wobec niej zamiary. Wiem jedno, nie pozwolę mu jej skrzywdzić. 


**Kristin**

  -Kristin pośpiesz się! Nie mam zamiaru kwitnąc tutaj do przyszłego roku!- krzyknął Harry po czym usiadł na czerwonej kanapie która stała naprzeciwko przymierzalni w której przymierzałam już czwartą sylwestrową sukienkę.
   -Hazz! Obiecałeś mi, że ze mną pójdziesz więc nie marudź- powiedziałam po czym odsłoniłam czarną zasłonę i stanęłam przed ogromnym lustrem obok chłopaka i obróciłam się kilka razy.
   -Nic nie powiesz?- zapytałam i uniosłam brwi do góry. Próbowałam ukryć uśmiech gdy zobaczyłam jak chłopak zorientował się, ze ma otwartą buzię. Nie powiem, słodkie. Związałam włosy w wysokiego kucyka po czym spojrzałam jeszcze raz w swoje odbicie. Sukienka była naprawdę ładna. Była cała czerwona ze świecącymi dodatkami i sięgała do połowy ud, najlepsze w niej jednak było to, że podkreślała moje atuty co Harremu najwyżej bardzo się podoba. Kątem oka zobaczyłam jak Styles wstaje i podchodzi do mnie od tyłu. Położył swoje dłonie na moich gołych ramionach po czym swoimi przerażająco długimi palcami zaczął zataczać malutkie kręgi.
   - Pasuje Ci ta sukienka- mruknął w moje włosy po czym dłońmi zjechał na moje biodra. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego aż  tak łatwo pozwalam mu się do siebie zbliżyć, to raczej do mnie nie podobne. Harry jest naprawdę bardzo przystojny, jego zielone oczy są strasznie tajemnicze, skrywają jakąś historię której chłopak nie chce mi pokazać. Jego kręcone włosy które od pewnego czasu spina w małego kucyka jest strasznie urocze a na dodatek  w ten sposób odsłania swoje idealne kości policzkowe. Ma prześliczny uśmiech a dołeczki tylko dodają mu uroku i nie wiem dlaczego ale jego zachrypnięty głos zawsze przyprawia mnie o dreszcze. Po kilkunastu minutach kupiłam sukienkę wydając przy tym swoje ostatnie oszczędności które miałam jeszcze z Nowego Jorku. Całe centrum handlowe było oblepione przecenami na ubrania, jedzenie a nawet na sprzęty elektroniczne. Na każdej szybie wisiał gruby mikołaj a przy nim napis ,, Merry Christmas”. Szczerze mówiąc nie wiem o co tyle zamieszania. Ja nie czuję, że są święta. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie będzie ze mną mamy, nie do końca potrafię sobie to wyobrazić. Mam się nie podzielić opłatkiem z najbliższą osobą mojego życia? Nie złożyć tych samych życzeń co każdego roku i śpiewania tych nudnych kolęd? Na szczęście mam Nialla, strasznie o mnie dba czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam. Myślałam, ze to będą tylko słowa rzucone na wiatr i mnie zostawi samą, tak naprawdę nie ma obowiązku zajmowania się mną, w końcu nie jest moim ojcem. Skoro już o ojcu mowa, nie wiem jak wyglądają nasze relacje.  Na pewno są duże lepsze niż wcześniej, powoli się poznajemy, czasami żartujemy jednak dalej trzymam go na dystans. Potrzebuję więcej czasu, a Eve traktuję bardziej jak koleżankę a nie żonę mojego ojca. Jest bardzo zabawna, nienawidzi siedzieć w jednym miejscu, jest bardzo aktywna i co najważniejsze mnie lubi.  Po drugie nie jestem w Nowym Jorku, to będą moje pierwsze święta bez nocowania z Rebbecą. Dwa tygodnie temu zaczęłam naukę w liceum, to już ostatnia klasa więc muszę się wziąć za naukę. Nie było tak źle jak myślałam. Moją najlepszą koleżanką jest wysoka brunetka o imieniu Cassie, jest przesympatyczna a co ważniejsze, nie wywyższa się z powodu, ze jej mama jest dyrektorką w college. W przeciwieństwie do jej siostry – Taylor- dziewczyna jest tak samo wysoka jak Cassie tyle, że ma długie blond włosy i wyznaje jedną zasadę ,,Wygląd jest najważniejszy” To jest jej życiowe motto, przynajmniej tak mówi Cass. Pewnie nie jest to trudne do domyślenia się, że ja i Taylor nie darzymy siebie jakąś szczególną sympatią. Po około dwudziestu minutach wysiadłam z samochodu Harrego i weszłam do domu. Na kanapie leżał Niall słuchając muzyki. Ile godzin dziennie można leżeć? Wzięłam poduszkę z fotela obok po czym uderzyłam blondyna w głowę parę razy. Nie minęła długa chwila a między nami wybuchła prawdziwa wojna na poduszki. Po paru minutach nie miałam już siły i dusząc się śmiechem usiadłam na kanapie, chłopak roztrzepał swoje włosy po czym śmiejąc się poszedł do kuchni i napił się świątecznej coli. Poszłam za nim po czym nalałam sobie do szklanki wody cytrynowej i usiadłam na blacie kopiąc blondyna w plecy.
   -Kristin, nie zaczynaj- ostrzegł mnie chłopak po czym na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Westchnęłam głośno po czym poszłam do swojego pokoju i powiesiłam nowo kupioną sukienkę do szafy. Poszłam pod szybki prysznic po czym przebrałam się w luźną koszulkę z napisem ,,marry me” i czarne getry. Na nogi wciągnęłam grube białe skarpety a moje włosy swobodnie opadały na ramiona. Rzuciłam się na łóżko po czym przejrzałam wszystkie portale społecznościowe. Zaczynając od facebooka i kończąc na instagramie. Gdy jadłam moje ulubione czekoladowe ciasteczka oglądając kolejny odcinek ,,supernatural” usłyszałam pukanie do drzwi. Zamknęłam laptopa a w progu drzwi pojawił się tata z kubkiem kawy.
   -Mogę wejść?- zapytał z uśmiechem po czym usiadł obok mnie na łóżku. Zapach kawy rozprzestrzenił się po całym pokoju robiąc mi ogromną ochotę na nutkę kofeiny.
   - Chciałem Ci tylko powiedzieć, ze kolacja będzie za pół godziny. Strasznie się cieszę, ze spędzimy te święta razem- powiedział i potarł moje ramię po czym wyszedł z pokoju. Ja tam wolałabym je spędzić z mamą. Po zjedzeniu kolacji umyłam zęby i przebrałam się w czarną piżamę. Gdy już odpływałam w krainę snów dostałam wiadomość na WhatsApp. Jasny wyświetlacz raził moje oczy wiec musiało minąć kilka chwil aż w końcu przeczytałam wiadomość.
** Od Cass**
Jutro na stołówce o 8.10 muszę Ci coś powiedzieć.
Miłej nocy xx
Odpisałam szybkie „Okey” po czym zasnęłam. Następnego ranka obudziłam się o 6.04, wstałam z łóżka po czym stojąc przy biurku wyjrzałam za okno. Cały ogród był pokryty śniegiem przez co wyglądał jak zaczarowany. Ubrałam czarne rurki i ciepły szary sweter po czym wzięłam torbę i zeszłam po schodach do salonu. Eve razem z tatą siedzieli przy stole w jadalni i rozmawiali między sobą, popijając między czasie kawę a w tle było słychać poranne wiadomości. Dość szybko zjadłam czekoladowe płatki  i wypiłam malinową herbatę. Poszłam do łazienki, po wyprostowaniu włosów i pomalowania rzęs czarnym tuszem chwyciłam telefon i słuchawki po czym  ubrałam zimowy płaszcz i czarne martensy. Na zewnątrz padał śnieg mocząc moje świeżo wyprostowane włosy, prychnęłam pod nosem po czym przyśpieszyłam kroku. Dokładnie o 8.09 byłam na stołówce i wypatrywałam wysokiej dziewczyny. Po paru minutach Cassie zjawiła się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
   -Co stało się tak ważnego, że nie mogłaś mi tego powiedzieć przez telefon?- powiedziałam po czym poszłyśmy do klasy numer 54 gdzie za parę minut miałyśmy angielski.
   -Kolega mojego kuzyna będzie chodził do naszej klasy! Tak strasznie się cieszę bo od zawsze mi się podobał ale zawsze dzieliły nas kilometry a teraz będzie ze mną w klasie rozumiesz?! Pokażę Ci jego zdjęcie- krzyczała dziewczyna a wszyscy na korytarzu zwrócili na nas swoją uwagę, co w sumie było typowe.
   - To naprawdę fajnie! Kolejne ciacho w naszej klasie nigdy nie jest złe- powiedziałam po czym puściłam jej oczko, wyciągnęłam z szafki książki i zeszyty potrzebne na lekcje angielskiego. Jednak po paru sekundach moje rzeczy wylądowały na podłodze. To nie możliwe. Jack?


Witam!
Szczerze mówiąc to nie wiem czy nawet jest jeszcze sens przepraszać... Jednak straciłam wenę + miałam małe problemy, jednak mam nadzieję, że ktokolwiek przeczyta ten rozdział i pozostawi coś po sobie :)))  Pojawili się nowi bohaterowie więc zapraszam do zakładki ,,Bohaterowie" 
Szablon by S1K