poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 2

  -Nie cieszysz się?- zapytałam zdziwiona
  -Kristin, tak mi przykro. Twoja mama jechała razem z moją w samochodzie. Pod wpływem poślizgu uderzyły w słup, po czym przez kilka godzin były operowane. Lekarze robili co mogli kochanie, przykro mi- powiedziała ze współczuciem w oczach.
  -C...co?- wyjąkałam tracąc grunt pod nogami. Gdyby nie szybka reakcja przyjaciółki pewnie leżałabym już na białych, szpitalnych kafelkach. Rebecca odrazu zgarnęła mnie w swoje ramiona, głaszcząc mnie po plecach w celu uspokojenia mnie. Ja dalej nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj piłyśmy razem naszą ulubioną miętową herbatę, rozmawiając o różnych plotkach. A teraz już jej nie ma, mama po postu nie żyje.

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca które wpadły do mojego pokoju. Kolejny dzień, niestety ostatni w Nowym Jorku.Wolnym krokiem poszłam do łazienki po czym wzięłam ciepły prysznic. Ubrałam na siebie białe rurki i zwykłą koszulę. Rozczesując mokre włosy załączyłam laptopa po czym zaczęłam czytać breaking news. Katastrofa samolotu w Rosji, jakieś problemy polityczne. Moje oczy automatycznie się zeszkliły kiedy zaczęłam czytać wątek;
,,Dnia czwartego grudnia na skrzyżowaniu w centrum Nowego Jorku wydarzył się tragiczny wypadek. Samochód osobowy wpadł w poślizg, po czym uderzył w słup elektroniczny. Dwie kobiety zostały przewiezione do szpitala, po czym przez kilka godzin walczyły o życie. Niestety S,C nie udało się uratować, natomiast E,R miała dużo więcej szczęścia. Czeka ją teraz bardzo trudna rehabilitacja, miejmy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia. Wielkie wyrazy współczucia dla rodzin poszkodowanych"
Moje policzki były całe mokre od łez. Nie ma już mojej mamy, po prostu jej nie ma. Już nigdy mnie nie przytuli, nie powie, że mnie kocha, nie będzie na mnie krzyczeć o jakieś błahe rzeczy. Przez to, że jestem niepełnoletnia policja zainteresowała się wypadkiem. Odnaleźli mojego ojca, kilka miesięcy temu cieszyłabym się jednak aktualnie? Wolałabym aby go nie było Mieszka ze swoja nową rodziną w Londynie. Oho. Już nienawidzę tego miasta. Nie dość, że mieszka tam ta ,,kobieta"  to na dodatek mają jakieś potomstwo. Mam się rozstać z Rebeccą, nie do końca potrafię to sobie wyobrazić. Nigdy nie rozstawałyśmy się na dłużej niż trzy tygodnie, a teraz nie wiadomo kiedy znów się zobaczymy. Wierzchem dłoni otarłam łzy i związałam włosy w koka, tak zwany artystyczny nieład. Zaczęłam chodzić po całym domu zbierając wszystkie potrzebne mi rzeczy do Londynu. Ubrania, zdjęcia jakieś książki. Otworzyłam komodę mamy i wzięłam z niej parę ubrań. Między przegródkami znalazłam małe białe pudełko. Bez żadnego namysłu otworzyłam je. W środku znajdowała się mała złota bransoletka która diamencikami miała wygrawerowane cztery litery.M,B,N oraz K. Szybkim ruchem założyłam ją na lewą rękę. Nigdy nie widziałam aby nosiła bransoletkę, nie wiem co oznaczają dane litery jednak wydaje mi się, że coś ważnego. Jest bardzo ładna i na pewno kosztuje majątek. Dlaczego więc mama jej nie sprzedała? Po kilku godzinach byłam już spakowana. Usłyszałam pukanie do drzwi. Szybkim krokiem podeszłam i otworzyłam dębowe drzwi. Za nimi stała Rebecca razem z ...Jackiem? Co on tu robi? Uśmiechnęłam się lekko wpuszczając ich do środka.
  -Jak się trzymasz kochanie?-zapytała przyjaciółka przytulając mnie do siebie. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie mogę płakać, nie mogę płakać powtarzałam sobie w myślach.
  -A jak ja się mogę czuć? Za parę godzin zobaczę po raz pierwszy mojego ojca. Chyba fajnie co? - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Usiedliśmy na kanapie. Rozmawiałam z przyjaciółką o mojej przeprowadzce. Jack nic nie mówił tylko cały czas ziewał i zajmował się swoim telefonem. Nagle dym zaczął drażnić moje nozdrza. Rozejrzałam się po pomieszczeniu po czym odnalazłam źródło tego smrodu. Chłopak palił papierosa patrząc na Rebecce.
  -Egh, Jack mógłbyś nie palić w moim domu?- westchnęłam mówiąc najmilej jak tylko potrafię.
  -Co Ci to przeszkadza? Z tego co słyszę masz się zaraz wyprowadzać więc trochę dymu nie zaszkodzi. Zresztą jak zwykle narzekasz, zawsze byłaś taka wkurwiająca- powiedział oschle po czym zaciągnął się jeszcze raz.
  -Jednak jeszcze tu jestem tak? Zgaś to- powiedziałam stanowczo ignorując jego komentarze.
  -Oj weź przestań Kristin, dlaczego Ty się zawsze wszystkiego czepiasz? Nie wiem jak można się przyjaźnić z kimś takim jak Ty- powiedział z tym swoim wrednym uśmieszkiem i zgasił papierosa.
  -No widzisz, dlatego Ty się ze mną nie przyjaźnisz. Wątpię abyś w ogóle wiedział na czym polega przyjaźń. Ahh no tak, przecież Ty nie chciałeś się ze mną przyjaźnić, chciałeś ze mną chodzić prawda?- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Zobaczyłam furię w jego oczach.
  -Słuchaj- podniósł głos i poderwał się z kanapy podchodząc do mnie -To, co wtedy powiedziałem to była jedna wielka pomyłka. Nie wiem jakbym wytrzymał z taką suką jak Ty, zobacz nawet własna matka Cię nienawidziła. Aż tak bardzo, że wyleciała w powietrze. Co boli? No dalej, zacznij płakać jak to zwykle robisz. Udajesz taką niewinną, a tak naprawdę kawał suki z Ciebie- powiedział wychodząc trzaskając drzwiami. No i kto powie, że ten chłopak jest normalny? Dobrze, że wyszedł niewiadomo jak daleko zaszłaby nasza kłótnia jakby tu został. Spojrzałam na Rebecce. Była zdezoriętowana  i jednocześnie zaczęła mnie przepraszać.
  -Dobrze już, wiem jaki on jest. Jednak nie wiedziałam, że posunie się aż tak daleko Rebecca- powiedziałam wstając z kanapy.
  -Ja też nie. Tylko nie rozumiem dlaczego znów zaczęliście się kłócić. Przecież było normalnie. Nie potraficie spokojnie? W każdym razie przepraszam Cię za niego- powiedziała idąc za mną do kuchni.
Rozmawiałyśmy o wypadku, o mamie dziewczyny,o różnych plotkach.  Wybiła godzina17;48. O 19;30 mam samolot do Londynu. Muszę już jechać na lotnisko. Zamówiłam taksówkę. Zaczęłam się żegnać z przyjaciółką. Nie obyło się bez łez. Nie mam zielonego pojęcia kiedy znów się spotkamy, może za miesiąc, dwa,trzy a może za rok? Ta myśl jest okropna, że mogę nie zobaczyć przyjaciółki przez tak długi czas. Wychodząc z trzema walizkami czekałam razem z dziewczyną na wcześniej zamówioną taksówkę. Zobaczyłyśmy Jacka jak idzie w naszym kierunku. No nie, nie chcę się z nim kłócić tuż przed podróżą i tak już jestem zdenerwowana. Po paru minutach przyjechała taksówka a starszy mężczyzna włożył moje walizki do bagażnika. Przytuliłam się z przyjaciółką płacząc. Do Jacka rzuciłam zwykłe cześć po czym wsiadłam do żółtego auta. No tak, teraz już nic nie będzie takie samo. Wsiadłam do samolotu po czym zmęczona całym dniem po prostu zasnęłam.



Kochani!
A więc tak... Drugi rozdział. Mam nadzieję, że troszkę ciekawszy od pierwszego. Chciałam przeprosić... rozdział miał pojawić się już bardzo dawno temu, jednak zawsze coś przeszkadzało aby go opublikować. Mam nadzieję, że się podoba i dziękuję za ponad 300 wyświetleń :)))

3 komentarze:

  1. Jak już wcześniej mówiłam, rozdział jest świetny, tylko dosyć krótki. Powinien być dwukrotnie taki heh. Znowu, zamiast fascynować się główną bohaterką, moje serce i umysł są z Jackiem, tak wiem. To cholernie głupie. Ale ten chłopak jest taki..zaborczy i piekielnie pewny siebie! Taki trochę zły charatker, ale nie do końca. Jest też tajemniczy. Podoba mi się to. No, ale wracając do sedna tego rozdziału jestem ciekawa jakie uczucia będą towarzyszyły Kristin w towarzystwie ojca i nowej rodziny, nowego otocznia. Interesuje mnie też to, jak odnajdzie się w Londynie, co tam na nią czeka? Nie mogę się doczekać nowego rozdziału! Mam cichą nadzieję, że pojawi się on o wiele szybciej niż ten :) Pozdrawiam serdecznie i weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Siedze i rycze!!!! Tak mi szkoda Kristin, bardzo jej współczuję. Nie dość, że srtaciła mamę to po raz pierwszy spotka się ze swoim ojcem. Ja na jej miejscu totalnie bym się załamała i nie miała na nic siły. Rozdział cudo! Czekam już na następny.
    Całuję Lilka;*****
    Zapraszam do siebie louistomlinson-change-my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. super chce następne sezony

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K