poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 3.


Obudził mnie dźwięk klaszczących ludzi gdy tylko samolot znalazł się spowrotem na ziemi. Kto wymyślił taki debilny zwyczaj? Wyjęłam z kieszeni telefon w celu sprawdzenia godziny. Serce mi się ścisnęło gdy na wyświetlaczu zobaczyłam moje wspólne zdjęcie z Rebeccką. Byłyśmy wtedy nad jeziorem z rodziną dziewczyny, ciekawe czy tu- w Londynie- spotkam chociaż trochę podobną osobę do przyjaciółki. Oby. Była godzina 4.48 nad ranem, poważnie? Westchnęłam i słuchając Ellie Goulding - Burn udałam się po odbiór bagażu. Po około 15 minutach miałam już ze sobą szarą walizkę w której miałam spakowaną całą szafę ubrań. Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? A zresztą, nie oczekuję nic od taty. Zastanawiam się tylko jak będziemy się obydwoje w stosunku do siebie zachowywali. W końcu zobaczymy się pierwszy raz w życiu. Jednak, on ma swoje życie, swoją idealną rodzinę, prace, dom. Szkoda tylko, że nigdzie w tym jego idealnym życiu nie ma i nigdy nie było miejsca dla mnie, będę mu tylko przeszkadzać wiem o tym. Ja w sumie nic o nim nie wiem. Wiem, że ma na imię Braian czy coś, nie wiem. Założę się, że ,,tata" nie pamięta nawet, ile ja mam lat. Może powiedziała mu policja? I przekazała jakieś informację? Lepiej żeby nie. Zamówiłam taksówkę, na szczęście policja ustaliła adres gdzie rzekomo mieszka teraz mój jedyny prawny opiekun. Poczułam zimno które owiało moje ciało. No tak jest 5 rano i nie zapowiada się aby dzień był słoneczny. Wsiadłam do taksówki i wpatrywałam się w widoki za oknem. Mnóstwo różnych budynków i bloków. Jest tutaj tak...ponuro? Może to dobre określenie. Pewnie jestem już uprzedzona do tego miasta, jednak nic z tym nie mogę zrobić. Po jakimś czasie taksówka zatrzymała się przed ogromną posesją. Zapłaciłam kierowcy i wygramoliłam walizkę z bagażnika. Otworzyłam ogromną bramę po czym szłam po usypanej dróżce z kamyczków. Stanęłam przed ogromnymi dębowymi drzwiami które miały złote akcenty. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam złotą kołatką.Czekałam parę chwil gdy w drzwiach zobaczyłam wysokiego mężczyznę który był wyraźnie zdezorientowany. No tak, kto normalny przychodzi do kogoś przed 6 rano? Spojrzałam w niego i do moich oczu napłynęły łzy. Nie wiem czym były spowodowane, może bólem, złością, smutkiem? Nie mam pojęcia. .
   -Słucham?- powiedział mężczyzna zaspanym głosem pocierając dłonie o twarz.
   -Em...ja...ja...- zaczęłam się jąkać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Powiedzieć; hej tato to ja Kristin! Pewnie mnie nie pamiętasz bo zostawiłeś mnie i mamę 16 lat temu, ale nie przejmuj się! Wszystko będzie okey?
   -Ty co?- powiedział mężczyzna i oparł się o framugę drzwi patrząc na mnie obojętnie.- Dziecko, widzę, że masz walizkę. Pewnie jesteś z jakiejś szkoły i przyjechałaś na wymianę prawda? Nie ten dom, przykro mi. Do widzenia- powiedział po czym zamknął drzwi. Chwila, właśnie mój ojciec zamknął mi drzwi przed nosem. Nie może być lepsze zaczęcie znajomości. Usiadłam na schodach po czym po moich policzkach poleciały pojedyncze łzy, tata mnie nie poznał. W sumie mogłam się tego spodziewać jednak....gdzieś tam w głębi duszy miałam nadzieję,że....że jakoś inaczej potoczy się nasze przywitanie. Otarłam łzy po czym postanowiłam zapukać jeszcze raz. Usłyszałam dźwięki obcasów. Nie...to znaczy, że otworzy mi jakaś kobieta. Heh, nie jakaś tylko nowa wybranka taty. Przełknęłam głośno ślinę gdy drzwi otworzyła mi średniego wzrostu kobieta o ciemnych włosach.
   -Tak? O co chodzi?- powiedziała z uśmiechem
   -Ja, Nazywam się Kristin. Kristin Collins i...- powiedziałam biorąc oddech.
   -O mój Boże! Kochanie chodź tutaj szybko!- krzyknęła kobieta do bardzo nowoczesnego wnętrza. Po chwili w drzwiach pojawił się ten sam mężczyzna. Widziałam furię w jego oczach.
   -Kochanie to jest- zaczęła kobieta
   -To jest jakaś dziewczyna która nie potrafi znaleźć domu. Kochanie, pewnie jest na jakiejś wymianie językowej. Chodź, prędzej czy później się odczepi.- powiedział i wszedł spowrotem do środka. Poczułam...w sumie to nie wiem co poczułam. Ból, całkiem możliwe.
   -Kochanie, to jest Kristin- powiedziała cicho kobieta patrząc na mnie ze współczuciem. Tata odrazu pojawił się znów przy drzwiach. Zmierzył mnie wzrokiem od czubka głowy aż po same stopy. Widziałam jak jego oczy łagodnieją, ja jednak nie mogłam się ruszyć. Byłam zszokowana a na dworze, nie ukrywajmy nie było ciepło.
   -Kristin? Horan? Na prawdę?- wydusił z siebie po pewnym czasie.
   -Collins.-odpowiedziałam krótko, unosząc brwi.
   -Ah- westchnął i wziął moją walizkę do środka. Kobieta zaprosiła mnie uśmiechem do środka. Nie odwzajemniłam go, po prostu weszłam nieśmiało do środka. Salon był tak nowoczesny jak to sobie wyobrażałam. Jak z reklamy, dosłownie. Ciekawe kim oni są, gdzie pracują. Stanęłam przy sofie i sprawdziłam telefon. Żadnych wiadomości. Usłyszałam jak mężczyzna nalewa sobie kawę do kubka, a jego małżonka coś mu szepcze do ucha. Uniosłam na nich wzrok, byli tak samo zdezorientowani jak ja i najwidoczniej również nie wiedzieli jak się zachować. Ojciec podszedł do mnie i wskazał na kanapę. Niepewnie na niej usiadłam wbijając wzrok w biały puszysty dywan.
   -Kristin, to...ja.... nie wiem co mam powiedzieć- powiedział patrząc na mnie. W jego głosie było... wahanie? współczucie? niepewność?- bardzo mi przykro z powodu Twojej mamy- powiedział i dotknął mojego kolana. Wzdrygnęłam się odrazu i zrzuciłam jego rękę z mojego ciała. Wydawał się być zaskoczony ale zabrał rękę.
   -Jasne- prychnęłam cicho patrząc na niego z wyrzutem. Jak może mu być przykro? Nie wierzę w ani jedno jego słowo, w ani jeden gest, ruch.
   -Kochanie ja- powiedział powoli
   -Nie mów tak do mnie- powiedziałam oschle i bawiłam się moimi palcami.
   -Więc. Kristin? Może być? Posłuchaj, ja wiem, że będzie ciężko ale zobaczysz potrzebujemy tylko czasu. Kochanie..znaczy Kristin, zaufaj mi. Nie zastąpię Ci matki ale przynajmniej....przynajmniej spróbujmy.-wyczułam jakąś nadzieję w jego głosie. Nie obchodzi mnie to, co on chce. Nienawidzę go. Z całego serca, na dodatek chce teraz udawać kochanego tatusia? Oj nie ma mowy. Nie pójdzie mu to tak łatwo.
   -Gdzie mogę spać? Jestem zmęczona-powiedziałam wstając
   -Kristin. Porozmawiajmy. Myślałem o Tobie przez całe 18 lat. Chciałem Cię zobaczyć- jego oczy posmutniały.
   -Mhm. Bardzo szybko się pocieszyłeś- popatrzałam na kobietę która opuściła wzrok- a zresztą, nie wierzę Ci. Nie dałeś mi żadnego znaku życia. Zostawiłeś mamę samą! Bez grosza przy duszy ! Nigdy w życiu nie zadzwoniłeś na moje urodziny, nawet nie napisałeś a teraz mi mówisz, że cały czas o mnie myślałeś? Daruj sobie- krzyknęłam. Na jego twarzy wymalował się smutek. Pokazał mi gestem, że mam iść za nim. Weszliśmy po krętych schodach po czym wskazał mi pierwsze drzwi na lewo. Posłał mi lekki uśmiech po czym zszedł na dół. Otworzyłam pokój po czym odrazu go zakluczyłam. Pokój miał kremowe ściany a meble były z ciemnego drewna. Pokój jak pokój. Wydawał się być nawet przytulny, położyłam się na ogromnym łóżku po czym powoli studiowałam wydarzenia z poprzedniej godziny. Ojciec nie chciał mnie wpuścić do domu po czym mi powiedział, że o mnie myślał przez całe życie.Nie wysłał żadnych pieniędzy, a tak dobrze mu się powodzi. Znaczy my z mamą też nie głodowałyśmy ale nie mogłyśmy sobie pozwolić na aż takie luksusy. Dopiero co się poznaliśmy i już kłótnia. Mogłam się tego domyślić. Może i jestem bez serca jednak, nienawidzę go. Weszłam w galerię i przejrzałam kilka zdjęć mamy.
   -Tak bardzo za Tobą tęsknię- wyszeptałam i zaczęłam płakać.


Kochani!!!
A więc, oto trzeci rozdział. Moim zdaniem jest trochę nudny ;-; Jednak mam nadzieję, że chociaż troszkę się podoba :))) Następny będzie ciekawszy :D Swoją drogą, chciałam bardzo podziękować mojej przyjaciółce, Oli. Pomogłaś mi napisać drugi rozdział, zrobić nowy szablon. Dziękuję <333 A no i 500 wyświetleń *-* Wiem, że niektóre z Was mają po kilka a nawet po kilkanaście tysięcy wejść jednak,...ja się cieszę z tych 500 :D Już nie przedłużając, mam nadzieję, że ktoś coś po sobie pozostawi :D
Zapraszam na blog przyjaciółki <3 ;
http://winter-land-story.blogspot.com/

4 komentarze:

  1. Rozdział super i moim zdaniem wcale nie jest nudny!! Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Wspłczuje Kristin. Być tak przywitaną przez ojca. Aż mi się łzy w oczach zakręciły. Czekam już na kolejny rozdział.
    Całuję, pozdrawiam i życzę weny.
    Lilka ;***:::::

    OdpowiedzUsuń
  2. No hej miśku! Udało mi się jakoś połączyć z internetem, więc nie będę się rozpisywać aczkolwiek rozdział, jak zwykle zapiera dech w piersiach. Piekielnie mi się podoba i nie mam zielonego pojęcia dlaczego w ogóle twierdzisz, że jest nudny. To jakiś absurd! Rozdział jest wyśmienity, strasznie podobają mi się wszelakie opisy. Nie chcę, żeby Kristin się załamywała DDD: Nie mogę się doczekać jej spotkania z Niall'em, które mam nadzieję niebawem nastąpi. Nie rób z niej takiej suki Aguuu, niech pokocha Ojca. Mimo iż wiem, że to będzie dla niej cholernie trudne. Cóż więcej mogę napisać? Życzę mnóstwo weny i chęci, no i oczywiście więcej optymizmu <3
    Pozdrawiam, kocham i w ogóle. Haha.
    Do kolejnego :*
    ~Loczek^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Spodziewałam się, że to spotkanie będzie trudne, ale nie sądziłam, że aż tak. Dziwi mnie bardzo, że ojciec nie spodziewał się Kristin, czyżby nie wiedział o jej przylocie? Ale to pewnie wyjaśni się w kolejnym rozdziale:-)
    Zaskakująca jest otwarta postawa drugiej żony ojca, myślę, że może ona odegrać pozytywną rolę w Twoim opowiadaniu i budowaniu relacji ojciec - córka.
    Bardzo dobrze przedstawiasz emocje i atmosferę chwili, brawo!
    Ada

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K